12/03/2016

Moim okiem... Kraków (10-13.11.2016 r.)

W Krakowie bywam zazwyczaj kilka razy w roku. Odwiedzam to miasto przy okazji różnych wydarzeń, np. koncertów, konferencji czy wystaw. Mam w Krakowie rodzinę, u której mogę się zatrzymać, dlatego zawsze staram się zorganizować wyjazd tak, aby móc jeszcze zostać na kilka dni i przy okazji coś nowego pozwiedzać. Ostatnio wybrałam się na koncert The 69 Eyes, o którym już Wam opowiedziałam (relacja TUTAJ) - teraz czas na parę słów o samym mieście.



Podczas wszystkich swoich pobytów w Krakowie odwiedziłam wiele ciekawych miejsc i większość muzeów. Rynek i Wawel mają swój urok, ale wszyscy je znają, dlatego opowiem Wam o mniej oczywistych miejscach. Jako archeolog i historyk sztuki z krwi i kości zawsze skupiam się na miejscach związanych ze sztuką i archeologią, dlatego szczerze polecam Muzeum Archeologiczne (z ciekawą, interaktywną ekspozycją o pradziejach i wczesnym średniowieczu Małopolski oraz słynnym Światowidem ze Zbrucza), Podziemia Rynku (gdzie mamy średniowieczny Kraków na wyciągnięcie ręki), Pałac Biskupa Erazma Ciołka (ze świetnymi zbiorami sztuki średniowiecznej) oraz wystawę Wawel Zaginiony w rezerwacie archeologiczno-architektonicznym na Zamku Wawelskim (spacer wśród pozostałości po średniowiecznych zabudowaniach wzgórza naprawdę robi wrażenie). Bardzo lubię również poszwendać się po uliczkach i knajpkach na Kazimierzu, by poczuć klimat żydowskiego Krakowa. Do moich ulubionych krakowskich atrakcji dorzucę jeszcze romantyczny zachód Słońca oglądany z Kopca Kościuszki :) Generalnie, lubię to miasto i chętnie do niego wracam, aczkolwiek mieszkać tam bym chyba nie chciała.





Tym razem miałam do dyspozycji w sumie cztery dni, z tym że w czwartek odwiedziłam tylko  w pośpiechu Drogerię Pigment, a potem poszłam na koncert. W piątek z kolei wybrałam się na Kopiec Krakusa. Po drodze odwiedziłam jeszcze Stary Cmentarz Podgórski, gdzie spoczywa m.in. Edward Dembowski, a także pobliski fort. Gdy w końcu dotarłam na Kopiec, moim oczom ukazała się piękna, choć pochmurna, panorama Krakowa. W słoneczny dzień widok jest na pewno jeszcze ładniejszy. Muszę przyznać, że chociaż Kopiec Kościuszki wygrywa pod względem atrakcyjności położenia, to Kopiec Krakusa również warto odwiedzić, zwłaszcza że przy dobrej pogodzie można sobie w jego pobliżu posiedzieć i porozmawiać. O tym, że to popularne tereny spacerowe świadczy spora liczba osób przechadzających się ze swoimi czworonogami, które spotkałam :)




Po wycieczce na Kopiec Krakusa udałam się przechadzkę od Wawelu do Rynku, gdzie odbywał się akurat marsz niepodległości i jakaś manifestacja narodowców ;) Przez ten czas zdążyłam zgłodnieć, a na miejsce posiłku, jak na wierną fankę burgerów przystało, wybrałam restaurację Moo Moo przy ul. św. Krzyża, specjalizująca się właśnie w burgerach. Szczerze polecam! Burger był przepyszny, odpowiednio wysmażony, bułka chrupiąca, a warzywa świeżutkie. Po obiedzie pokręciłam się jeszcze trochę po centrum, a jak zmarzłam to skusiłam się na deser w Camera Cafe przy ul. Wiślnej, którą poleciła mi koleżanka. Akurat to miejsce średnio przypadło mi do gustu. W środku było dość zimno, bardzo długo czekałam na zamówienie, a czekolada miała jak dla mnie zbyt budyniowy smak. Niemniej rozgrzałam się trochę i zebrałam się do domu, bo zrobiło się już późno.




Sobotę postanowiłam poświęcić na wizytę w dwóch sąsiadujących ze sobą muzeach - Fabryce Oskara Schindlera oraz MOCAKu. Zaczęłam od tego pierwszego, ale jak przybyłam tam przed południem, to się przeraziłam. Okazało się, że ze względu na niewielkie pomieszczenia obowiązują limity wejść, a chętnych jest bardzo wielu. Odstałam więc swoje w kolejce, w śniegu i zimnie, ale było warto. Muzeum okazało się bardzo ciekawe, z pełną scenografią i ogromem informacji. Na ścianach wisiały przedruki ogłoszeń oraz zdjęcia z epoki, a w każdej z sal znajdowały się interaktywne stanowiska, gdzie można było posłuchać wywiadów z osobami, które przeżyły wojnę w Krakowie lub obejrzeć interesujące filmy. Naprawdę świetne muzeum na europejskim poziomie! Aby zapoznać się ze wszystkim, trzeba by spędzić w nim cały dzień!






Skróciłam swoją wizytę w Fabryce Emalia, ponieważ chciałam jeszcze obejrzeć Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK. Nie jestem wierną fanką sztuki współczesnej, ale muszę przyznać, że zbiory MOCAKu zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Było tam wiele dzieł skłaniających do refleksji, zaskakujących, zabawnych, ironizujących, a niekiedy nawet szokujących. Naprawdę pozytywne zaskoczenie! Lubię, gdy sztuka budzi we mnie różne emocje. Szczerze zachęcam do odwiedzin, nawet jeśli nie jesteście na co dzień fanami tego typu sztuki. Dzień zakończyłam kawą i przepysznym domowym sernikiem w muzealnej kawiarni :)









W niedzielę pod wieczór wracałam już do Wrocławia, ale zdążyłam jeszcze rano odwiedzić oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa - Pałac Krzysztofory w Rynku. Mieści się tam fantastyczna wystawa o urbanistyce Krakowa Cyberteka. Jest to ekspozycja w większości multimedialna. Zaczyna się świetnym filmem o wzgórzu Wawel w średniowieczu, a następnie w poszczególnych salach znajdują się makiety, eksponaty i monitory, z których dowiemy się wielu ciekawych informacji na temat rozwoju urbanistycznego i architektonicznego Krakowa w danej epoce. Kolejne nowoczesne miejsce, idealne dla młodszych i starszych odwiedzających!






Przed samym wyjazdem do domu wstąpiłam jeszcze na kawę do kociej kawiarni o wdzięcznej nazwie Kociarnia. Była to moja pierwsza wizyta w tego typu miejscu. Cóż, ciekawe doświadczenie. Atmosfera świetna, aż biło stamtąd spokojem. Idealne miejsce na relaks, spotkanie ze znajomymi czy poczytanie książki. Przed wejściem należy zaakceptować regulamin, wszystko w trosce o czworonożnych podopiecznych - nie wolno kotkom przeszkadzać, budzić ich, na siłę przytulać, głaskać i w jakikolwiek sposób niepokoić. Akurat większość spała podczas mojej wizyty, chociaż jeden czarny kiciuś co jakiś czas raczył nas swoją obecnością. Widać, że Kociarnia to miejsce prowadzone z pasją, przyjazne czworonogom. Kotki mają tam mnóstwo zabawek, kryjówek i instalacji do zabawy. Bardzo mi się tam podobało. Pochłonęłam ciastko i kawę, CATpuccino z piękną kocią dekoracją z pianki, i niestety przyszedł czas na powrót do Wrocławia :)











Mam nadzieję, że taka wirtualna wycieczka Wam się spodobała :) A nuż, komuś przydadzą się moje rekomendacje? A może Wy macie dla mnie jakieś propozycje na kolejne wypady do Krakowa?

4 komentarze:

  1. Byłam w Camera Cafe i... nie podobało mi się - nie mój klimat, dla mnie takie "ą, ę przez bibułkę" :D Zraziłam się i już nigdy więcej tam nie poszłam :D
    W Piwnicy pod Baranami była kiedyś pyszna gorąca czekolada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, coś w tym jest, co piszesz o Camera Cafe ;) Też już więcej tam się nie wybiorę ;) A czekoladę w Piwnicy... muszę sprawdzić!

      Usuń
  2. w Krakowie byłam ze trzy razy, ale niestety tylko dosłownie na kilka godzi i poza Wawelem niewiele widziałam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nuż, kiedyś będziesz miała okazję być dłużej, to może coś pozwiedzasz :)

      Usuń

Copyright © 2016 Black Rainbow Blog , Blogger