12/22/2016

Zgodny mariaż opery, rocka i metalu :) Tarja Turunen we Wrocławiu (6 grudnia 2016 r.)

Ostatnio na blogu jest mocno koncertowo :) Cóż, cieszy mnie to bardzo, bo w końcu więcej czasu poświęcam muzyce i częściej bywam na koncertach. Mam nadzieję, że stan ten się utrzyma, w każdym razie postaram się, aby tak było :) Na Mikołaja sprawiłam sobie w ramach prezentu bilet na koncert Tarji Turunen, który odbył się w sali wrocławskiego Stadionu Miejskiego w ramach trasy promującej nowy album wokalistki The Shadow Self. Zapraszam na moje wrażenia!




Tarję poznałam, pewnie jak większość jej fanów, gdy jeszcze była wokalistką Nightwish - fińskiego zespołu grającego metal symfoniczny. Chodziłam wtedy chyba do pierwszej klasy gimnazjum, śpiewałam w chórze i byłam oczarowana połączeniem pięknego sopranu Tarji z ciężkimi gitarowymi riffami. Do tej pory często sięgam po płyty Nightwisha z nią nagrane, chociaż późniejsze krążki, przy których współpracowali już z innymi wokalistkami, też lubię. Są inne, ale i tak mi się podobają. W każdym razie osobiście należę do fanów głosu Tarji Turunen, ale daleko mi do ortodoskyjnych wielbicieli zespołu, głoszących, że Nightwish bez Tarji nie ma racji bytu.



Nightwish miałam okazję zobaczyć na żywo już dwa razy, gdy współpracowali z Annette Olzon - na festiwalu Ruisrock we fińskim Turku w 2008 r. oraz gdy mieszkałam w Pradze w 2012 r. Chciałam też jechać roku temu do Pragi, bo jestem bardzo ciekawa, jak najnowsza wokalistka zespołu, Floor Jansen, wypada na żywo, niestety ale los sprawił, że musiałam odwołać wyjazd i sprzedać bilet. W każdym razie kombinacji Nightwish + pani Turunen nie miałam okazji poznać na żywo, czego bardzo żałuję :(


Na solową Tarję wybierałam się już na tegoroczny Przystanek Woodstock, ale znów mi nie wyszło, musiałam zadowolić się transmisją na Kręcioła TV. Właśnie dlatego bez namysłu kupiłam bilet, gdy tylko dowiedziałam się, że wokalistka zagra w moim rodzinnym Wrocławiu. Był to specjalny dzień, bo z jednej strony Mikołajki, a poza tym fińskie święto narodowe - Dzień Niepodległości. Z tej pierwszej okazji Tarja i cały jej zespół część koncertu zagrali w mikołajowych czapkach :)



Generalnie, jestem bardzo zadowolona z koncertu, chociaż nie śledzę wnikliwie kariery solowej Tarji Turunen i nie wszystkie zagrane utwory były mi znane. Zależało mi przede wszystkim na usłyszeniu jej głosu na żywo. I faktycznie wokal robi wrażenie swą mocą, skalą i precyzją. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że własne kompozycje artystki nie są tak dobre niż kawałki Nightwish i brzmią bardziej rockowo niż metalowo, co akurat minusem nie jest. Po prostu mniej mi się podobają. Niemniej pod względem stricte muzycznym było bardzo dobrze - mocny wokal i świetny zespół sprawiły, że koncert był ucztą dla uszu. Tarji towarzyszyli świetni muzycy, włączając w to gitarzystę, basistę, perkusistę, klawiszowca oraz wiolonczelistę Maxa Lilję, nota bene byłego członka innego słynnego fińskiego zespołu, Apocalyptica.



Nie wnikam w kwestie konfliktu między Nightwishem a Tarją, na mnie artystka zrobiła bardzo pozytywne wrażenie jako osoba. Była wesoła, ciepła, otwarta i złapała świetny kontakt z publicznością. Nauczyła się naprawdę imponującej ilości polskich zwrotów, czym zyskała sympatię widzów, w tym moją. Co więcej, z jej ust padło wiele mądrych słów (już po angielsku). Wielokrotnie podkreślała, że czuje się ogromną szczęściarą i jest bardzo wdzięczna, że może spełniać swoje marzenia, do czego nas również gorąco zachęcała. Emanowała naprawdę fajną energią, bardzo mi się to podobało. A nawet przez chwilę się wzruszyłam :) Poza tym Tarja jest piękną kobietą, a jej stroje, które podczas występu kilka razy zmieniała, mogą wzbudzać zachwyt, miło się więc nie tylko słuchało, ale i oglądało. Po prostu pełne show, dopracowane w każdym calu.



Koncert trwał dwie godziny, czyli dłużej niż większość występów, w których miałam okazję wziąć udział. Setlista była ciekawa, pojawiło się na niej kilka piosenek, które bardzo lubię, np. Innocence, Victim Of Ritual czy Demons In You. Szkoda, że z repertuaru Nightwish pojawił się tylko Ever Dream spleciony z utworami Tutankhamen, The Riddler i Slaying The Dreamer. Liczyłam na coś więcej. Tarja zagrała też cover Supremacy zespołu Muse. Z minusów, to nagłośnienie mogło być lepsze, a i z widocznością był problem, bo gdy ktoś stał nieco z boku, to filary wszystko mu zasłaniały. Doznania wzrokowe i słuchowe zrekompensowały mi jednak niedociągnięcia techniczne. Zresztą, znam gorsze koncertowe miejscówki niż ta ;)



Dodam jeszcze, że przed gwiazdą wieczoru wystąpiły dwa supporty. Pierwszego z nich niestety nie miałam okazji obejrzeć, bo spóźniłam się, jadąc prosto z zajęć. Był to hiszpański zespół Suddenlash, dowodzony przez piękną wokalistkę. Bardzo żałuję, że ta część wieczoru mnie ominęła, bo myślę, że kapela mogłaby mi przypaść do gustu. Drugi w kolejce był brytyjski Immension, propozycja dość udana, chociaż nie jestem największą fanką heavy metalu.


Podsumowując, jestem zadowolona i cieszę się, że kolejnego artystę mogę odhaczyć z mojej listy do zobaczenia na żywo :) Fajny prezent na Mikołaja, ode mnie dla mnie. Myślę, że może jeszcze kiedyś się skuszę na koncert pięknej Finki, jak będzie okazja!

I kilka filmów z koncertu:






2 komentarze:

  1. Znam i Nightwish i Tarję, choć nie słucham żadnego z nich regularnie - ot znam kilka piosenek, które czasem sobie puszczę np. podczas słuchania. Takie koncerty bardzo lubię, więc zazdroszczę wrażeń, bo musiało być super!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, było wybornie :)

      Usuń

Copyright © 2016 Black Rainbow Blog , Blogger